Krem do twarzy Naobay - Naturalne piękno Twojej skóry
A może naturalne kremy nawilżające?
Moc składników nawilżających tkwi w naturze i z niej pochodzi. Jest tu bogactwo ekstraktów roślinnych – kwiatów, owoców, a nawet warzyw. Są również nieocenione oleje roślinne, które oprócz składników nawilżających, są pełne substancji odżywczych, a dzięki swojej formule wspierają działanie warstwy hydrolipidowej, ograniczając utratę nawilżenia wywołaną szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych. Takie kosmetyki są delikatne dla skóry. Warto jednak sięgnąć również po niezwykle skuteczne produkty profesjonalne, które aktywnie wpływają na skórę, poprawiając jej nawilżenie, ale także kojąc, łagodząc i zmniejszając zaczerwienienia, całościowo wpływając na kondycję skóry. Tego typu kremy nawilżające znajdziesz między innymi w BIELENDA PROFESSIONAL.
Wybierając krem nawilżający, warto pamiętać o tych wskazówkach, by pielęgnacja twarzy była optymalna, skóra dobrze nawodniona, świetlista, zdrowa i wyglądała na świeżą, promienną, gładką – po prostu piękną.
Łączenie jest fajne
Dlaczego zdecydowałam o nich napisać w jednym poście? Bo uważam, że te dwa produkty super się ze sobą uzupełniają. Mam wrażenie, że stosowane wspólnie zwiększają wzajemnie swoją efektywność.
Po oczyszczeniu i tonizacji skóry, nakładam balsam tlenowy na całą twarz (również pod oczy i na szyję) i czekam chwilę aż się wchłonie. Nie trwa to zbyt długo i zwykle po ok. 2 minutach moja skóra jest gotowa na przyjęcie kremu. Zauważyłam, że po balsamie tlenowym, krem ładniej i szybciej się wchłania a skóra dostaje fajnego kopa i rano widać, że przez noc naprawdę cera nie próżnowała i wygląda jak milion dolarów.
Podsumowując, naprawdę polecam wypróbować, przynajmniej balsam tlenowy. Być może polubi się on z Waszym ulubionym kremem i też stworzy taki super duet jak z moim NAOBAY.
Dajcie oczywiście znać czy miałyście okazję używać któregoś z tych produktów i jakie macie zdanie na ich temat?
O mojej skórze kilka gorzkich słów.
Jak już wspominałam wiele razy w poprzednich postach, moja skóra jest dość problematyczna i lubi mi płatać figle, zwłaszcza wtedy gdy życzyłabym sobie aby była w dobrym stanie (też tak macie?). Niby jest sucha, bo po umyciu ściąga mnie jak piorun, na pewno odwodniona. Z drugiej strony jak nie przypudruję podkładu (nawet matującego) to w strefie T po kilku godzinach się świecę, a i od wyprysków i zaskórników cera moja kochana też nie stroni jak ją poniesie fantazja. No i naczynka - na policzkach i w okolicach nosa jest ich na tyle sporo, że podkłady ze słabszym kryciem, które są wystarczające w przypadku reszty twarzy, w tej strefie nie dają sobie rady i bez zielonej bazy lub korektora ani rusz. Żeby mi czasem za dobrze nie było, to sińce pod oczami mam takie, że jak zdarza mi się wyjść gdzieś bez makijażu, to słyszę same pytania czy aby nie jestem chora, albo czy impreza była słuszna, a moja mama jak tylko mnie widzi to zawsze wysyła mnie na badanie krwi, bo anemia przecież nie śpi i tylko czyha na mnie w jakimś ciemnym zaułku. Ale żeby nie było, że tak mam przerąbane z tą moją twarzą, że nic tylko wziąć i się pociąć to powiem, że moja skóra na szczęście potrafi się też odwdzięczyć jak znajdę dla niej jakąś pielęgnacyjną perełkę i tak ogólnie to raczej się ze sobą dogadujemy :)
Dlaczego? Bo obydwa produkty znalazłam w ich pudełkach. O kosmetykach Naobay słyszałam co prawda i nawet widziałam chyba w którymś filmie z ulubieńcami u Red Lipstick Monster ale jakoś przeszło to u mnie bez echa. O kosmetykach Faberlic też kiedyś niby coś słyszałam, ale żadnego produktu nie miałam. Oba produkty zatem zaczynały u mnie z czystą kartą i zupełnie bez żadnych oczekiwań z mojej strony.
U nas zapłacisz kartą