Krem pod oczy Kiehl's - Mleczne rozwiązanie dla pięknych oczu
What makes a good eye cream?
- Nourishing yet easy to absorb. Many creams are formulated to be rich, yet they don’t absorb well and instead clog the skin, causing the dreaded milia.
- Non-irritating. Because we don’t need to be temporarily blinded every time we apply the product.
- Emollient enough for massages. Massages are an excellent way to improve the circulation around your eye and also help the product absorb. Having an emollient (ie. enough slip) formula helps to reduce tugging on the already delicate skin.
I wasn’t 100% sold on eye creams until I tried the Kiehl’s Creamy Eye Treatment with Avocado. It has all the 3 factors of what makes a great eye cream, and it really helped diminish the fine lines around the area. My concealer now goes on smoother and creases less, yet my eyeliner doesn’t budge or smudge.
The packaging is less than ideal, and is actually a bit messy (as you can see in the above photo). However, due to the thick consistency of the cream, it wouldn’t make sense to package it any other way.
The cream will feel very thick and heavy at first, but the trick is to rub it between your fingers before applying it. Once massaged, the cream becomes a light slippery consistency, similar to that of the fantastic Naruko Rose & Botanic Hydrating Cream. It then absorbs into the skin fairly quickly – no oiliness or heaviness left behind.
Best part of the Kiehl’s Creamy Eye Treatment with Avocado is that I can apply a generous amount of this right up to my lash lines, and I don’t have to worry about any issues.
OPAKOWANIE I SKŁAD
Nie zawsze jest mi po drodze z naturalnymi kosmetykami. Część z nich po prostu mi się nie sprawdza a moja skora się z nimi nie lubi. Uważam jednak, że warto testować różne produkty bo a nuż się sprawdzi? Zawsze wtedy lepiej korzystać z kosmetyków naturalnych a nie tych wytwarzanych chemicznie, prawda?
Szata graficzna produktów Veoli Botanica bardzo wpisuje się w moje gusta. Prosta, klasyczna i elegancka. Takie lubię najbardziej. Jednobarwne pudełeczko z logo i nazwą produktu skrywa w sobie szklany słoiczek w brązowym kolorze chroniący kosmetyk przed zepsuciem.
Krem pod oczy 20 Seconds Magic Eye Treatment ma 15 ml pojemności, czyli tyle ile zwykle mają kremy przeznaczone do tej części twarzy. Uważam, że to wystarczająco dużo. W końcu tu używamy produktu zdecydowanie mniej niż w pozostałych partiach twarzy, szyi czy dekoltu.
Krem, a właściwie serum, naszpikowane jest naturalnymi składnikami wśród których znajdziemy peptydy, potrójny kwas hialuronowy, kofeinę, aminokwasy, ferment z czarnej herbaty oraz opatentowany kompleks BeautyfEye. Nagromadzenie tylu składników aktywnych ma zapewnić lifting skóry wokół oczu oraz długotrwałe ja nawilżyć.
APLIKACJA I EFEKTY
Serum w prosty sposób nabiera się ze słoiczka i bez problemu rozprowadza po skórze. Jego formuła, początkowo lekka i wodnista pod palcami nabiera kremowej konsystencji. Skora po aplikacji sprawia wrażenie mokrej i trzeba chwile odczekać aż kosmetyk całkowicie się wchłonie.
Aplikuję go, zgodnie z zaleceniami, nie tylko na obszar pod oczami ale również na całą powiekę aż do granicy brwi. Krem nie zostawia tłustego filmu i faktycznie bardzo dobrze nawilża. Stosowałam go na dzień jak i na noc i ani razu nie miałam wrażenia, że nawilżenia jest zbyt mało.
Cienka warstwa nałożona przed makijażem idealnie dogaduje się z korektorem i pudrem. Nic się nie ślizga i nie zjeżdża w ciągu dnia. Serum nałożone hojniej na noc sprawia, że rano skora jest mięciutka i nawilżona.
Mam jednak dwa zastrzeżenia do tego kosmetyku. Po pierwsze wymaganie aplikacji tak małej ilości produktu mogłoby wskazywać na to, że będzie on bardzo wydajny i starczy na długo. Tymczasem miałam wrażenie, że produkt dosłownie znika że słoiczka. Zaczęłam już nawet podejrzewać męża o podbieranie kremu bo wydawało mi się, że to aż niemożliwe, żebym tak szybko go zużywała. Oczywiście mąż wszystkiego się wyparł a wiedząc jak wielką niechęcią pała do wszelkich kremów i smarowideł chyba mu wierzę 🙂
Nie pozostaje mi nic innego jak wiec zaakceptować fakt, że krem jest po prostu mało ekonomiczny. Z trudem wystarczyło mi go na te 8 tygodni użytkowania. Dla porównania krem od Bobbi Brown wystarczył mi na ponad 6 miesięcy codziennego użytkowania a krem od Glam Glow na 4 miesiące. To były kosmetyki o tej samej pojemności.
U nas zapłacisz kartą