Krem do twarzy bez wody - Nowoczesne podejście do pielęgnacji skóry
Serum na niedoskonałości cery The Ordinary – skład
- Reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza wydzielanie sebum i ogranicza przetłuszczanie się skóry.
- Łagodzi stany zapalne o podłożu trądzikowym.
- Zwęża rozszerzone pory i zmniejsza ich widoczność.
- Rozświetla skórę i pomaga rozjaśnić przebarwienia.
- Nawilża, wygładza i uelastycznia strukturę skóry.
- Wzmacnia barierę ochronną.
- Działa przeciwzmarszczkowo, wydłużając żywotność komórek.
W składzie serum do twarzy z niacynamidem The Ordinary należy wyróżnić też cynk PCA. Podobnie do witaminy B3 reguluje wydzielanie sebum, a także wykazuje właściwości nawilżające, antybakteryjne i przeciwzapalne. Tym samym działa synergicznie z niacynamidem, wspierając i potęgując efekty jego stosowania.
Czy potrzebujesz „specjalnego” kremu na zimę?
Tak, ale musisz ten krem wybrać świadomie, aby odpowiedzieć na potrzeby cery i pomóc jej w trudnych warunkach. Nie jest prawdą, że możesz stosować ten sam krem przez cały rok. To tak, jakbyś cały rok chciała chodzić w tych samych ubraniach. Krem, balsam do ciała, właściwie cała pielęgnacją, jaką się paćkamy, musi być dostosowana nie tylko do potrzeb skóry, ale także do panujących warunków atmosferycznych. Stosowanie lekkiego, „letniego” kremu skończy się wysuszeniem cery, nieestetycznymi skórkami, których nie ukryjesz pod najdroższym i najlepszym podkładem. A w skrajnych przypadkach zwyczajnie powstaną bolesne rany, które mróz będzie z każdym dniem pogłębiać.
Tak, kremy oznaczane przez producentów jako te na mrozy, zimę i tak dalej, bardzo często kompletnie się do tego nie nadają. Jestem wyznawczynią dość radykalnej teorii, która mówi, że kremy na zimę nie powinny zawierać w swoim składzie wody. I wcale nie chodzi tu o mit, że woda w kosmetykach zimowych powoduje „zamarzanie skóry”. Woda wyparowuje z produktu w ciągu kilkudziesięciu sekund… Jeśli nie zamierzasz upaćkać się kremem i puścić się w ciągu 10 minut na mróz – nic złego się nie stanie. No, chyba że masz cerę dość wrażliwą na niską temperaturą lub zwyczajnie suchą. Wtedy kremy na bazie wody zimą mogą powodować nieprzyjemne uczucie ściągnięcia skóry.
Dlaczego więc uważam, że jak już kupować krem na zimę to bez wody w składzie? Bo inaczej jest to strata pieniędzy. Nie potrzebujesz kremu na dzień i kremu na mróz, jeśli jeden i drugi ma w sobie wodę. To, czego potrzebujesz, to ochrona płaszcza hydrolipidowego, ogromnej dawki regeneracji i stworzenia niewidzialnej bariery, która ochroni cerę przed mrozem. Jeśli jednak chcesz kupić „krem na zimę”, ale boisz się „ciężkich bezwodnych kremów”, zaopatrz się w produkt, który zastąpi ci „całoroczny krem na dzień” i będzie zawierał mnóstwo substancji odżywczych, regenerujących. Jakich? O tym przeczytasz w dalszej części wpisu.
Czym zastąpić krem na zimę?
Szkoda Ci kasy na krem na -20 na zewnątrz? To zrozumiałe, ale sugeruję, jednak COŚ ochronnego nałożyć. Zwłaszcza jeśli jesteś przeziębiona i od batalionu chusteczek zdążył już ucierpieć nos. Krem na mróz może zastąpić tania jak barszcz maść nagietkowa, krem na brodawki, lanolina (trudno rozsmarować, ale działa), balsam do ust (alterra zadziała) i wazelina. Tak, wazelina lubi zapychać, ale mróz to nie żarty i jeśli nie masz pod ręką kremu zimowego, warto chociaż te najwrażliwsze części twarzy posmarować. Nie polecam jednak zastępować kremu zimowego samym masłem shea, bo szybko szybciutko wsiąknie w cerę i nie pozostawi na niej zbyt wiele płaszcza ochronnego.
Jest jeszcze jeden sposób na ochronę cery zimą. Własnoręcznie ukręcony krem na mróz!
W sieci można znaleźć mnóstwo przepisów na domowe kremy na zimę. Jeśli nie macie zaufania do gotowców, z łatwością same możecie ukręcić taki kremik. W składzie powinny znaleźć się oleje i masła, które cudownie otulą twarz i zregenerują naskórek oraz zabezpieczą skórę przed utratą wody. Wybierajcie oleje i masła nierafinowane i tłoczone na zimno. Nie wrzucam do przepisu konserwantów, dlatego też krem musi być przechowywany w lodówce. Takiego kremu nie nakładamy palcami tylko szpatułką, aby zminimalizować zanieczyszczenia. Domowy krem na zimę najlepiej zużyć w ciągu 2, maksymalnie 3 miesięcy. Wieść gminna niesie, że krem bez wody w składzie przeżyje dłużej, nawet 6 miesięcy, ale ja bym nie ryzykowała.
U nas zapłacisz kartą