Recenzja kremu pod oczy Christian Laurent Infuzyjny - Opinie i Ocena
Aktywny tlen dla skóry
Przygodę z kosmetykami Christian Laurent zaczynam od zmywania makijażu Luksusowym płynem micelarnym z wodą termalną i aktywnym tlenem. Stworzono go dla cery bardzo wymagającej, wrażliwej i reaktywnej, więc mam nadzieję, że się polubimy. Czym się wyróżnia na tle wielu innych wód micelarnych? To produkt profesjonalny z dodatkiem wody termalnej Hot Spring Water i aktywnym tlenem.
Świetnie radzi sobie z demakijażem twarzy i oczu. Dzięki technologii Pure Cellular Fusion delikatnie, ale skutecznie usuwa nawet wodoodporną maskarę, pomadę do brwi i trwałą matową szminkę. Jest dość wydajny i dokładnie oczyszcza skórę. Nie wymaga intensywnego pocierania płatkiem kosmetycznym, żeby przynieść efekt zmycia makijażu.
Luksusowy płyn micelarny stosuję rano i wieczorem. Rano nasączam nim jeden wacik i ta ilość w zupełności wystarcza do zmycia nocnej pielęgnacji, sebum, potu i innych zanieczyszczeń ze skóry. Wieczorem zużywam 2-3 waciki, żeby zmyć cały makijaż. A następnie spłukuję go wodą. Płyn jest bardzo wygodnym sposobem oczyszczania twarzy z makijażu i wszelkich miejskich zanieczyszczeń. Wierzę, że aktywny tlen lepiej poradzi sobie z cząstkami pyłów, sadzy i kurzu, niż zwykłe mleczko lub żel do demakijażu.
Kontrowersyjna i wyjątkowa rzecz, której zamierzam nauczyć moją córkę.
Całkiem niedawno z ust dość bliskiej mi osoby usłyszałam kwestię, która bardzo mnie zastanowiła. Nie mogłam zrozumieć, skąd u innych często mylne przekonanie o tym, dlaczego wykonuję pewne czynności.
Zdziwiłam się, że pewne kwestie odbierane są przez otoczenie negatywnie choć mam wrażenie, że wcale tak nie powinny być interpretowane.
– No i po co się tak pindrzyć, skoro i tak ludzie tego nie docenią?! – usłyszałam pewnego dnia, kiedy skończyłam właśnie malować rzęsy i zaczęłam wsmarowywać krem do rąk.
Słowo „pindrzyć” zadudniło mi w uszach i poczułam się niczym studentka, której rodzice wypominają, że oto właśnie pomalowała sobie oko, a przecież jest tyle innych, ciekawszych i bardziej wartościowych rzeczy do robienia. Można wynieść śmieci, sprzątnąć łazienkę, umyć okno, ugotować obiad. A tu się kobieta niepotrzebnie poci nad tym, aby pomalować sobie rzęsy. I to „dla innych”!
– Po pierwsze, nie robię tego dla innych, a robię to przede wszystkim dla siebie. Lubię o siebie dbać. A po drugie – robię to z taką samą przyjemnością i poczuciem obowiązku, jak przy porannym myciu zębów, myciu okien, gdy są już brudne, i mogłabym tak wymieniać bez końca. – już tego nie wypowiedziałam na głos, aby nie rozniecać ognia w dyskusji. Zostawiłam to dla siebie.
Odkąd pamiętam moja kochana mama zachęcała mnie do dbania o siebie. I potrafiła robić to w sposób nienachalny, a trafnie podkreślający aspekt, że dbanie o siebie jest zwyczajnie ZDROWE! Nie tylko zachęcała mnie do dbania o siebie poprzez aktywność fizyczną, z którą było mi niestety nie po drodze (tylko w sportach drużynowych czułam się jak ryba w wodzie, a fitnessy czy bieganie było dla mnie katorgą…), ale również to ona, jako dyplomowana wizażystka, wprowadziła mnie w tajniki pielęgnacji skóry.
Matowy makijaż
Na deser testuję Mineralny Podkład Matujący Christian Laurent. Już po pierwszej aplikacji wiem, że pozostanie w mojej kosmetyczce na dłużej. Ma nietypową dla podkładów mineralnych konsystencję. Jest bardzo lekki, płynny, o formule zwanej Liquid to Powder. Z płynnego fluidu zmienia się w kontakcie ze skórą w puder. Jest więc świetnym wyborem dla cer tłustych lub mieszanych z tendencją do świecenia się. Matowy efekt utrzymuje się przez wiele godzin i nie wymaga poprawek.
Do wyboru są cztery kolory podkładu, które spodobają się Polkom: 101 Light Beige dla bardzo jasnej, porcelanowej cery, 102 Rose Beige o nieco większej zawartości różowego pigmentu niż w neutralnym odcieniu, 103 Sand Beige, który pokochałam tak, że zostanie ze mną do lata, oraz 104 Warm Beige dla nieco bardziej śniadych, ale nie śródziemnomorskich karnacji. Mineralne pigmenty wtapiają się w skórę, działając jak podkład i baza w jednym produkcie. Podkład ten można nakładać pędzlem, gąbeczką lub tak jak ja – opuszkami palców. Łączy dobre krycie z naturalną teksturą drugiej skóry. Dzięki temu wygląda bardzo naturalnie w świetle dziennym. Bez efektu maski.
Marka Christian Laurent zadbała o to, żeby podkłady pomimo, że są oparte o mineralne molekuły, odpowiadały również potrzebom współczesnych dziewczyn, które przynajmniej raz dziennie robią sobie selfie. Technologia HD 4 M Pixel Fusion jest odpowiedzialna za to, że podkład na skórze wygląda dobrze także w sztucznym oświetleniu. Nie wymaga nakładania kilku warstw produktów matujących, żeby imitować gładką powierzchnię na twarzy. Produkt zawiera 24K złoto i nawilżający oraz wygładzający jedwab. Świetnie się trzyma na skórze i nie rozwarstwia się w ciągu dnia. I obok Infuzyjnego Kremu 45+ jest moim ulubionym produktem z całego zestawu kosmetyków Christian Laurent. Będę go polecać nawet koleżankom makijażystkom!
TECHNOLOGIA DERMOFUZJI 4D
Moc składników aktywnych w linii Pour le Beaute wspiera nowatorska technologia Dermofuzji 4D. To dzięki niej cząsteczki substancji zamknięte w mikronośnikach są w stanie docierać do źródeł problemów, stopniowo je uwalniać i stymulować procesy naprawcze. Technologia ta to intensywne, czterostopniowe działanie na różnych poziomach skóry:
- Korneo-fuzja – dzięki biomimetycznej formule kremu składniki aktywne mogą przenikać w głąb naskórka, a jednocześnie tworzą na jego powierzchni ochronną warstwę.
- In-fuzja – dzięki mikronośnikom składniki docierają w głąb skóry, do miejsc wymagających stymulacji.
- Dyfuzja – teraz następuje stopniowy i równomierny proces uwalnia substancji aktywnych z mikronośników. Zaczyna się przebudowa struktur kolagenowych i stopniowe odmładzanie Twojej skóry.
- Endofuzja – zachodzące we wnętrzu Twojej skóry procesy naprawcze wyraźnie poprawiają jej jędrność i elastyczność.
U nas zapłacisz kartą