Największy pryszcz na świecie - Tajemnice, leczenie i historie sukcesu
Gromada Stephenson-2
Gromada Stephenson-2 jest niedostępna dla nas w świetle widzialnym. Mimo tego jest to jedna z najjaśniejszych, najmasywniejszych i najmłodszych znanych nam gromad gwiazd. Składa się z 40 nadolbrzymów i tzw. hiperolbrzymów. Czyli młodych gwiazd, których wiek szacuje się na 10 do 20 milionów lat. Gromada znajduje się 20 tysięcy lat świetlnych od nas. Na mapie naszej Galaktyki widnieje u nasady Tarczy Centaura, konkretnie w miejscu, w którym łączy się ona z poprzeczką naszej Galaktyki.
[ Komunikat: kliknij tutaj prawym przyciskiem myszki, jeśli chcesz usunąć promowany tekst ]Wielki Obłok Magellana i Mały Obłok Magellana. „Astronomiczna linijka” Wszechświata
Skoro gromada Stephenson-2 składa się z ogromnych, a co za tym idzie bardzo jasnych gwiazd, to dlaczego udało się ją zaobserwować dopiero w podczerwieni, a nie w świetle widzialnym? Jest tak dlatego, że przesłania ją pył z ramion spiralnych naszej Galaktyki.
Finał Euro 2024 dla Szymona Marciniaka i szokujące kulisy świata sędziów. "Masz zamknąć mordę"
Dotarliśmy do sędziego, który widział wiele. Był na mistrzostwach świata i Europy. Pracował dla FIFA 40 lat i porównuje sędziowski świat do sekty. – To jest chore. Napisz to dużymi literami. CHORE – prosi Mario van der Ende. Wskazuje gigantyczne błędy w selekcji arbitrów na Euro 2024. Nie ma też najmniejszych wątpliwości co do losów Szymona Marciniaka. Polaka widziałby w czasach. Imperium Rzymskiego. Tak, to nie pomyłka. W czwartek spełnił się jednak scenariusz, którego nawet on się nie spodziewał.
- Zdaniem byłego holenderskiego sędziego FIFA, Mario van der Ende, Szymon Marciniak miał tylko jednego godnego rywala do pracy w finale Euro 2024
- Opowiada o wielkiej polityce za kulisami sędziowskich wyborów. – Oni nie dbają w pierwszej kolejności o to, by spotkania były dobrze prowadzone. Oni dbają, by zadowolić różne grupy – mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet
- Van der Ende jest zniesmaczony brakiem transparentności na najwyższych szczeblach sędziowskich: – Albo zmienimy swoją mentalność, albo dalej będziemy jak jakaś dziwna sekta, w której trzeba trzymać mordę na kłódkę
- Wspomina też wizytę w Polsce i mecz Widzewa Łódź z Broendby Kopenhaga w pamiętnych eliminacjach do Ligi Mistrzów w 1996 r.
- Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
"Na mistrzostwa Europy zaproszono 19 zespołów sędziowskich, ale połowa nie powinna tu być"
Poza kibicami mam wrażenie, bo Euro 2024 sędziowsko nie stoi na wysokim poziomie.
Nie stoi. A ja nie umiem zrozumieć pewnych decyzji. Ale jak czegoś nie rozumiemy, to przypomnijmy sobie to jedno słowo: polityka. Na mistrzostwa Europy zaproszono 19 zespołów sędziowskich, ale połowa w ogóle nie powinna tu być. Hiszpan Manzano, Rumun Kovacs, kilku innych. Nie dorośli do poziomu tego turnieju. Tylko trzeba było spełnić jakieś tam obietnice.
To groteskowe, że sędziowie mają do dyspozycji VAR, a poziom arbitrażu spotkań spada. Niemcy do dziś dyskutują o ręce w meczu z Hiszpanami.
I mają rację, bo to był najbardziej książkowy przykład ręki w polu karnym, jaki można sobie wyobrazić. Zostali skrzywdzeni. Ale to wcale nie jest groteskowe. To logiczne.
Skrót meczu Hiszpania – Niemcy i wielka kontrowersja (od 2:07)
Sędziowie z Rumunii, Szwecji, Słowacji. Wiesz, co ich łączy? Nie pracują na co dzień z VAR-em. Nie mają go w lidze. Nie umieją. Uczą się w najważniejszym turnieju na kontynencie. VAR to w ogóle największa pułapka czekająca na głównych arbitrów na Euro. Bo jeśli ktoś niekompetentny podejmie przed komputerem złą decyzję, to i tak spadnie na ciebie. Na Euro pojechało około 20 sędziów VAR. Moim zdaniem nadaje się ośmiu-dziewięciu.
Największy wycieczkowiec na świecie wyruszył w dziewiczy rejs
Icon of the Seas, czyli największy wycieczkowiec na świecie, wypłynął z Miami w swój dziewiczy, siedmiodniowy rejs po Karaibach. Pływający park rozrywki u niektórych budzi podziw, a u innych obawy. Ekolodzy wskazują, że jednostka może odpowiadać za emisję metanu - gazu cieplarnianego znacznie groźniejszego niż dwutlenek węgla.
Icon of the Seas w porcie w Miami / AA/ABACA / East NewsIcon of the Seas w liczbach:
- jest długi na 365 metrów
- może zabrać na pokład ok. 10 tys. osób
- ceny biletów wahają się od 1723 do 2639 dolarów za osobę
- ma 2800 kabin, na jego pokładzie znajduje się 40 restauracji, 7 basenów, 6 zjeżdżalni, kluby nocne, lodowisko, teatry i porośnięty drzewami park
Statek budowany był w stoczni Meyer Turku w Finlandii. Inwestycja kosztowała Royal Caribbean International prawie 2 miliardy dolarów.
Statek ma 365 metrów długości. Przy pełnym słońcu i upale wycieczkowiec z prędkością prawie 20 węzłów zmierza teraz ku Małym Antylom. Gigant - z racji wielkości i stylistyki - może przypominać tort, tyle że wielkości. wydłużonego wielkiego stadionu.
Ludzi na nim też jak na meczu. Jest ponad 2800 kabin, a załoga licząca sporo ponad dwa tysiące osób obsługiwać może nawet siedem tysięcy pasażerów. Wśród pracujących na gigancie są muzycy orkiestry i własna trupa teatralna, złożona nie tylko ludzi, ale i. małp. Jest też na stałe mieszkający na pokładzie pies rasy golden retriever.
Wycieczkowce na fali
Branża nabrała wody w czasie pandemii, ale nie tylko nie poszła na dno, ale teraz jest na fali i pruje szybciej niż inne gałęzie międzynarodowej turystycznej gospodarki. W ciągu trzech lat obroty branży mają wzrosnąć o co najmniej dwadzieścia procent.
Ikona Mórz to oferta głównie rodzinna. Ale wycieczkowce realizują przeróżne potrzeby i dostępna oferta się stale rozszerza.
Można pływać już nie tylko w rejsy po dużych rzekach, do Arktyki, na odległe wysepki, ale też na przykład specjalnie, by gdzieś poświęcić się nurkowaniu, aby opłynąć świat i to zwiedzając go bardzo szczegółowo. Najdłuższe oferowane tego rodzaju wakacje na pokładzie trwają. trzy i pół roku.
Nie wszyscy lubią te gigantyczne statki. Głośno było w ostatnich latach o walce ze statkami podjętej przez nielicznych już, stałych mieszkańców Wenecji. Walce, jak się okazuje, skutecznej.
Opór wobec wizyt takich pływających miasteczek narasta szczególnie w Europie, gdzie mieszkańcy np. Barcelony, Amsterdamu czy Brugii, mieli już dość skażenia powietrza powodowanego przez potężne silniki wycieczkowców oraz wątpliwości, czy nagły desant tysięcy turystów, którzy wpadają na kilka godzin i zostawią czasem więcej śmieci niż pieniędzy, to realny zysk.
Koncerny próbują coś tym zrobić, reklamując szeroko swoje starania na rzecz zmniejszenia obciążenia dla środowiska. Jednak Ikona Mórz i tak pali ćwierć miliona litrów skroplonego gazu LNG na dobę. To tyle, ile mieści się w zatankowanych do pełna bakach kilku tysięcy samochodów.
U nas zapłacisz kartą