Największy pryszcz na świecie - Tajemnice, leczenie i historie sukcesu
Górna granica rozmiaru gwiazd
Stephenson 2-18 ma szacowany promień 2150 promieni słonecznych. Rozmiar gwiazdy odpowiada objętości około 49 miliardów razy większej niż Słońce. Jedynymi dwiema gwiazdami, które mogą zbliżyć się do tego rozmiaru, są MY Cephei w gwiazdozbiorze Cefeusza o promieniu 910–1134 promieni Słońca oraz WY Velorum w Żaglu o promieniu 2061 promieni Słońca.
Przy szacowanym promieniu Stephenson 2-18, ukończenie trasy wokół powierzchni gwiazdy z prędkością światła zajęłoby prawie 9 godzin. Dla porównania, odbycie tej samej podróży wokół Słońca zajęłoby tylko 14,5 sekundy.
Co ciekawe, tak ogromny promień Stephensona 2-18 jest większy niż przewiduje to obecna teoria ewolucji gwiazd. Teoretyczna granica wielkości gwiazd w Drodze Mlecznej wynosi około 1500 promieni Słońca. Uważa się, że gwiazdy większe niż ta nie powstają, bo byłyby zbyt niestabilne.
Przez wiele lat istniała nawet teoria, że gwiazdy nie mogą być większe niż 20 mas Słońca. Jednak naukowcy byli zdumieni, gdy zaobserwowali gwiazdy, które były znacznie większe, niektóre nawet 120 razy większe niż masa Słońca. Nie miało to sensu, biorąc pod uwagę to, co wiadomo było wówczas na temat równowagi ciśnień podczas formowania się gwiazd. Jednak jest inne wyjaśnienie.
[ Komunikat: kliknij tutaj prawym przyciskiem myszki, jeśli chcesz usunąć promowany tekst ]To jedna z najbardziej masywnych czarnych dziur znanych nauce. Została odkryta dzięki dziwnemu zjawisku
Dzięki symulacjom komputerowym i obserwacjom innych gwiazd naukowcy odkryli, że istniały obszary, w których obłok gazu był przyciągany w celu wzrostu i rozszerzania gwiazdy. Tymczasem inne obszary działały jako zawory, wyrzucając ogromne ilości promieniowania elektromagnetycznego. Zasadniczo ten sam proces akrecji, którego używają gwiazdy o małej masie, był również w stanie uformować gwiazdy o dużej masie. W niektórych przypadkach uważa się, że mniejsze gwiazdy mogą powstawać w pobliżu gwiazd o dużej masie i zderzać się z większymi sąsiadami, przyspieszając ten proces wzrostu gwiazd.
Finał Euro 2024 dla Szymona Marciniaka i szokujące kulisy świata sędziów. "Masz zamknąć mordę"
Dotarliśmy do sędziego, który widział wiele. Był na mistrzostwach świata i Europy. Pracował dla FIFA 40 lat i porównuje sędziowski świat do sekty. – To jest chore. Napisz to dużymi literami. CHORE – prosi Mario van der Ende. Wskazuje gigantyczne błędy w selekcji arbitrów na Euro 2024. Nie ma też najmniejszych wątpliwości co do losów Szymona Marciniaka. Polaka widziałby w czasach. Imperium Rzymskiego. Tak, to nie pomyłka. W czwartek spełnił się jednak scenariusz, którego nawet on się nie spodziewał.
- Zdaniem byłego holenderskiego sędziego FIFA, Mario van der Ende, Szymon Marciniak miał tylko jednego godnego rywala do pracy w finale Euro 2024
- Opowiada o wielkiej polityce za kulisami sędziowskich wyborów. – Oni nie dbają w pierwszej kolejności o to, by spotkania były dobrze prowadzone. Oni dbają, by zadowolić różne grupy – mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet
- Van der Ende jest zniesmaczony brakiem transparentności na najwyższych szczeblach sędziowskich: – Albo zmienimy swoją mentalność, albo dalej będziemy jak jakaś dziwna sekta, w której trzeba trzymać mordę na kłódkę
- Wspomina też wizytę w Polsce i mecz Widzewa Łódź z Broendby Kopenhaga w pamiętnych eliminacjach do Ligi Mistrzów w 1996 r.
- Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
"Szymon Marciniak to gladiator. Jego można wysłać na wojnę"
Czy mam zrozumieć, że za Szymonem Marciniakiem też stoi układ i polityka? Bo przecież dostaje najważniejsze mecze.
Nie, Marciniak to prawdziwy Rzymianin.
Zgubiłem się.
Jak widzę Marciniaka, to przychodzi mi do głowy Imperium Rzymskie i wychodzący na środek Koloseum gladiator. Gladiatorzy walczyli o życie, ale ci najlepsi wkraczali na arenę wyprostowani, pewni siebie, z naprężonymi mięśniami i uśmiechem. Taki musi być człowiek, który sędziuje najważniejsze mecze świata. Taki jest Marciniak. Jego można wysłać na wojnę.
I to wystarcza?
W finale nie ma już miejsca na eksperymenty. Tu FIFA i UEFA chcą naprawdę najlepszych. Jak patrzę technicznym okiem na sędziów, to najważniejsze są: osobowość, liderowanie i odporność. Wszyscy znają przepisy, siedzą godzinami na szkoleniach i warsztatach. Sęk w tym, jak zastosują je w nerwach, pod naciskiem wielkich piłkarzy, w ciągu krótkiej chwili. Najlepsi to potrafią.
Jak powiedziałem, na Euro 2024 takich sędziów było dwóch. Marciniak i Orsato. Widziałem, jak byli prowadzeni przez turniej. Marciniak nie dostał niczego w pierwszej rundzie fazy grupowej, bo tam się sprawdza te słabsze zespoły. Na rozruch miał mecz Belgia – Rumunia, potem trudność wzrosła, bo była faza pucharowa i spotkanie Szwajcaria – Włochy. Nie popełnił żadnego błędu. Idealna droga.
"Świat sędziów jest chory. Napisz to dużymi literami. CHORY"
Mimo wszystko atmosfera wokół Marciniaka była przed mistrzostwami Europy bardzo napięta.
Bo sędziowski świat jest chory. Napisz to dużymi literami. CHORY. Piłkarz nie strzela karnego. Pytacie go dlaczego. On tłumaczy. Zapominamy o sprawie. A sędzia nie może się obronić. UEFA też go nie broni. Gdyby Marciniak stanął przed kamerą i powiedział: "Podjąłem taką decyzję, bo to i tamto", to byśmy zakończyli ten rozdział. Ale go nie kończymy. Sędzia przyjeżdża na zgrupowanie przed dużym turniejem i pierwsze, co słyszy to: "Masz zamknąć mordę, żadnego gadania z mediami". Przecież to chore.
Dlaczego to tak działa?
Może tak jest wygodnie? Byłem zaangażowany w struktury sędziowskie FIFA przez 40 lat. Wiesz, jakie były pierwsze słowa, które usłyszałem od Seppa Blattera [prezydent FIFA w latach 1988-2015 – przyp. red.]?
Jakie?
Żebym pamiętał, że w futbolu najważniejsza jest polityka.
Układy?
Jest taki utwór zespołu Simon & Garfunkel, który bardzo lubię. Nazywa się "Keep the Customer satisfied" ("Zadbaj o satysfakcję klienta"). Świetnie pasuje do działań szefów komisji sędziowskich. Oni nie dbają w pierwszej kolejności o to, by spotkania były dobrze prowadzone. Oni dbają, by zadowolić różne grupy.
Największy wycieczkowiec na świecie wyruszył w dziewiczy rejs
Icon of the Seas, czyli największy wycieczkowiec na świecie, wypłynął z Miami w swój dziewiczy, siedmiodniowy rejs po Karaibach. Pływający park rozrywki u niektórych budzi podziw, a u innych obawy. Ekolodzy wskazują, że jednostka może odpowiadać za emisję metanu - gazu cieplarnianego znacznie groźniejszego niż dwutlenek węgla.
Icon of the Seas w porcie w Miami / AA/ABACA / East NewsIcon of the Seas w liczbach:
- jest długi na 365 metrów
- może zabrać na pokład ok. 10 tys. osób
- ceny biletów wahają się od 1723 do 2639 dolarów za osobę
- ma 2800 kabin, na jego pokładzie znajduje się 40 restauracji, 7 basenów, 6 zjeżdżalni, kluby nocne, lodowisko, teatry i porośnięty drzewami park
Statek budowany był w stoczni Meyer Turku w Finlandii. Inwestycja kosztowała Royal Caribbean International prawie 2 miliardy dolarów.
Statek ma 365 metrów długości. Przy pełnym słońcu i upale wycieczkowiec z prędkością prawie 20 węzłów zmierza teraz ku Małym Antylom. Gigant - z racji wielkości i stylistyki - może przypominać tort, tyle że wielkości. wydłużonego wielkiego stadionu.
Ludzi na nim też jak na meczu. Jest ponad 2800 kabin, a załoga licząca sporo ponad dwa tysiące osób obsługiwać może nawet siedem tysięcy pasażerów. Wśród pracujących na gigancie są muzycy orkiestry i własna trupa teatralna, złożona nie tylko ludzi, ale i. małp. Jest też na stałe mieszkający na pokładzie pies rasy golden retriever.
U nas zapłacisz kartą