Nerwica a wypadanie włosów - Związek między zdrowiem psychicznym a kondycją włosów
Czy istnieje tylko jeden typ nerwicy?
Zaburzenia lękowe obejmują szeroką grupę chorób psychicznych. Do tej pory wyróżniono kilka rodzajów nerwic.
Zaburzenia lękowe uogólnione/nerwica lękowa
Charakteryzuje się wzmożonym niepokojem i poczuciem zagrożenia mimo braku czynnika, który mógłby stwarzać dla chorego niebezpieczeństwo. W tym rodzaju nerwicy, chory uskarża się na bezsenność, wzmożone napięcie mięśniowe oraz drżenia. Innymi objawami są również spadki koncentracji, które powodują zwiększenie uczucia napięcia wewnętrznego.
Fobie oraz ich odmiany
Lęki mogą przybierać różne postacie, według klasyfikacji ICD-11 fobie dzielimy na:
- fobię społeczną - unikanie kontaktów społecznych, główną przyczyną jest niska samoocena i strach przed krytyką z otoczenia,
- agorafobię - paniczny lęk przed opuszczeniem domu/mieszkania (bezpiecznej dla chorego przestrzeni) lub przed wejściem do zatłoczonego autobusu lub sklepu. Te miejsca kojarzą się choremu z tym, że w razie napadu lęku, trudno byłoby z nich uciec, w których nie mieliby zaufanej osoby trzeciej, która mogłaby im pomóc,
- fobie specyficzne (izolowane) - np. strach przed pająkami (arachnofobia), ciasnymi pomieszczeniami (klaustrofobia) lub przed zjawiskami naturalnymi np. burzą.
Nerwica natręctw i zaburzenia obsesyjno-kompulsywne
Jest to ogromna grupa zaburzeń psychicznych, które najczęściej objawiają się obsesyjnymi myślami i obrazami, które automatycznie pojawiają się w głowie chorego. Połączone są z zachowaniami kompulsywnymi czyli powtarzającymi się czynnościami. Przykładem takich zachowań może być przymus sprawdzania po kilka/kilkanaście razy czy drzwi zostały zamknięte lub czy gaz został zakręcony przed wyjściem z domu. Działania te mają zminimalizować lęk i niepokój odczuwany przez pacjenta.
Wypadanie włosów przez nerwicę lękową
Stres to czynnik, z którym mamy do czynienia wszyscy i na co dzień – w mniejszym albo większym stopniu. Umówmy się, że nerwica lękowa to ten “wyższy stopień”. A może nawet najwyższy. Stres psycho-emocjonalny może powodować nadmierne wypadanie włosów, jak również odbijać się na stanie naszej skóry. Gdy zmagałam się z uogólnionymi zaburzeniami lękowymi, kondycja moich włosów oraz skóry była tragiczna! Stres związany z nerwicą powodował, że włosy traciłam garściami. A wypadanie włosów pogłębiało stres, przez co jeszcze bardziej narażałam się na nadmierną utratę włosów.
Zacznijmy od tego, że moje włosy nigdy nie były włosami jak z reklamy szamponu. Mam cienkie włosy, które szybko się przetłuszczają i muszę je myć każdego dnia. W dodatku mają tendencję do osłabiania w okresie jesienno zimowym. Byłam przyzwyczajona, że muszę dbać o nie ze szczególną uwagą. Natomiast w trakcie nerwicy moje włosy wyglądały tak źle, że miałam na głowie prześwity. W szczególności w okolicy lini czoła i na skroniach. Wypadanie włosów przez nerwicę lękową było moją zmorą. Byłam tym faktem totalnie załamana, bo chyba każda kobieta marzy o pięknych lokach, a nie łysiejącej głowie.
WYPADANIE WŁOSÓW PRZEZ NERWICE LĘKOWĄ – JAK SOBIE PORADZIŁAM
Gdy zaczęłam już w miarę ogarniać swoje lęki, to kondycja włosów i skóry zaczęła się powoli poprawiać. Mimo to, wciąż była daleka od ideału. Łysiejąca czupryna strasznie mnie dobijała psychicznie. Byłam bardzo zdesperowana, aby przywrócić moim włosom dawny blask. Próbowałam dosłownie wszystkiego, co było dostępne na rynku. Pewne rzeczy działały lepiej, a inne gorzej.
- Zaczęłam regularnie myć włosy. Nagromadzone na głowie łój, sebum i zanieczyszczenia zatykały pory skóry i osłabiały cebulki, co powodowało wypadanie włosów. Przełamałam się i zaczęłam myć włosy każdego dnia. Wskakiwałam pod prysznic i zalewała mnie fala lęku, ale myślałam sobie wtedy “Jak mam się udusić od zaparowanej łazienki, to przynajmniej w pięknych włosach” 🙂
- Zaczęłam w prawidłowy sposób używać dobrych kosmetyków do włosów (bez SLS i olejów). Mycie szamponem podzieliłam na dwa etapy: wstępne i zasadnicze. Najpierw zmywałam z włosów pierwsze brudy i spłukiwałam. Potem przechodziłam do drugiego etapu. Ponownie nakładałam szampon i wykonywałam kilkuminutowy masaż głowy, a następnie dokładnie go spłukiwałam. Za drugim razem szampon pieni się mocniej. Dzięki dwu etapowemu myciu kosmetyk ma szansę “głębiej” zadziałać na włosy. Następnie odsączałam resztki wody ręcznikiem papierowym (papierowym! a nie z froty) i nakładałam na kilka minut odżywkę. Włosy myłam w letniej wodzie, a na koniec spłukiwałam w zimnej. Zimna woda zamyka łuskę włosa. Na koniec resztki wody po płukaniu odsączałam poprzez przyciskanie ręcznika papierowego do włosów. Nie wykręcanie, nie pocieranie, a przyciskanie. Suszyłam suszarką na letnim strumieniu z głową spuszczoną w dół.
- Dwa razy w tygodniu robiłam peeling skóry głowy. Stosowałam do tego różne kosmetyki. Teraz stosuję Tricho-Peeling oczyszczający do skóry głowy z Bandi Professional. Wybierając kosmetyk dla siebie uważajcie na lepkie kremy/maski z ziarenkami, które potem ciężko spłukać 🙂 Zdecydowanie łatwiej oczyścić skórę głowy przy pomocy preparatów enzymatycznych. Peeling oczyszcza i przygotowuje skórę do wchłaniania składników aktywnych. To bardzo ważny punkt! Po każdym peelingu nakładałam wzmacniającą ampułkę i delikatnie wmasowywałam ją w skórę głowy.
- Zaczęłam stosować Darsonval czyli prądy o wysokiej częstotliwości. Ich zadaniem jest pobudzenie przemiany materii, wzmocnienie przepływu krwi. W zestawie jest kilka pelotek, które są przeznaczone do różnych zastosowań. Można na przykład używać ich do dezynfekcji twarzy (wysuszają trądzik), ale mają również działanie antyseptyczne (zapobiegają elektryzowaniu włosów). Do włosów jest taki specjalny grzebyk. Po każdym peelingu z ampułką wzmacniającą, suszyłam włosy i przez 10 minut używałam “grzebyka”. Dzięki temu ampułka dostawała turbodopalania.
- Zaczęłam stosować dobre suplementy na włosy. Suplementy suplementom nie równe. Wcześniej używałam pierwszych lepszych tabletek z drogerii w ładnych pudełkach, ale nie widziałam po nich żadnych efektów. Dopiero po suplementach na włosy i paznokcie z firmy Solgar, pojawiła mi się “korona” z małych włosków na linii czoła. Po trzech miesiącach gołym okiem mogłam już zauważyć różnicę. Tabletki stosowałam cały czas przez około 2 lata.
- Zaczęłam lepiej się odżywiać. Lepiej oznaczało u mnie spożywanie do każdego posiłku zielonej sałatki z ziarnami i łyżką oleju (na przykład lnianego). Starałam się jeść o regularnych porach i nie dopuszczać do tego, abym czuła się bardzo głodna. Piłam trzy razy dziennie chlorofil w płynie, a do wody dodawałam sobie łyżkę octu jabłkowego. Oprócz tego starałam się trzymać tak zwanego talerzyka cukrzyka. Czyli połowę talerza zajmowały warzywa, a drugą połowę białko i węglowodany złożone.
- Włosy ścięłam na tak zwanego dłuższego boba i unikałam wiązania (w szczególności w wysokiego kucyka). Przestałam je również farbować. Wtedy nie było takich łagodnych technik kolorowania włosów jak teraz. Dzisiaj jak idę do fryzjera, to nie tracę ani pół włosa z głowy 🙂 To dzięki “tonowaniu”. Wiecie, to taka technika polewania włosów czymś kolorowym na myjce. Z każdym myciem kolor się trochę wypłukuje, ale przynajmniej jest to bardzo łagodny zabieg.
U nas zapłacisz kartą